Stefan Podedworny

Największy błąd. Nazwaliśmy to [inteligencją]

Jak korzystać z AI i zachować własny osąd

E-book · Audiobook

AI potrafi napisać przekonującą odpowiedź. Ta książka pomaga rozpoznać, kiedy masz podstawę do decyzji, a kiedy tylko dobrze brzmiący tekst. Dla ludzi, którzy korzystają z AI w pracy i chcą wiedzieć, co właściwie zatwierdzają.

69 złE-book · format EPUB
Kup e-book — 69 zł

Audiobook — dostępny. Wydanie drukowane — od 20 października 2026.

Okładka książki Największy błąd. Nazwaliśmy to inteligencją — Stefan Podedworny

Znasz to

Jeszcze tylko zapytam AI

Piszesz maila. Tekst jest gotowy. A jednak zanim go wyślesz, pojawia się myśl: jeszcze tylko zapytam AI. Potem poprawiasz. Potem pytasz, czy po poprawkach jest lepiej. Czasem pytasz inny model, czy pierwszy miał rację.

Kiedyś czytałeś, skreślałeś, czasem odkładałeś tekst — i w końcu uznawałeś, że można go wysłać. Dziś łatwiej oddać tę ostatnią decyzję czemuś, co zawsze odpowie. Problem nie w tym, że korzystasz z pomocy. Problem zaczyna się tam, gdzie cudza odpowiedź zaczyna zastępować własny osąd.

Ta książka nie namawia, żebyś pytał AI rzadziej. Pomaga rozpoznać, po co właściwie pytasz — i co ta odpowiedź rzeczywiście zmieniła.

Co z tego masz

Konkretne umiejętności, widoczne przy następnej pracy

Nie czekamy z tym do ostatniego rozdziału. Pożytek ma być widoczny już przy najbliższej decyzji — nie w postaci obietnic, lecz nawyków, które łatwo sprawdzić.

Odróżnić dane od założeń i ocen

Rozpoznać, co w odpowiedzi jest faktem, co przyjętym założeniem, a co już rekomendacją — i wiedzieć, co zmieniłoby wniosek.

Sprawdzić źródło zamiast przyjąć zapewnienie

Odróżnić rzeczywiste sprawdzenie twierdzenia od kolejnego dobrze brzmiącego potwierdzenia, że wszystko się zgadza.

Rozpoznać potakiwanie i nadmierną pewność

Zauważyć, kiedy model dostosowuje odpowiedź do Twoich oczekiwań, i kiedy pięć podobnych odpowiedzi nie znaczy pięciu niezależnych sprawdzeń.

Nazwać, co system naprawdę potrafi

Zamiast pytać, czy AI jest „ogólnie mądrzejsza", ustalić, w jakim zadaniu została sprawdzona i czy Twoje warunki użycia przypominają warunki testu.

Ustalić warunki rzeczywistego nadzoru

Zaplanować, kto sprawdza który element, czy ma dane, kompetencje i czas — oraz co wstrzymuje działanie i kto przejmuje sprawę.

Wiedzieć, kiedy skończyć pytać

Rozpoznać moment, w którym kolejna konsultacja nie wnosi już nic potrzebnego — i podjąć decyzję albo wskazać konkretny brak.

Książka nie obiecuje nieomylności, oszczędności ani „udowodnionej skuteczności". Proponuje sposób pracy, nie gwarancję wyniku.

Punkt wyjścia

Prezydent nadaje awans

Co się wydarzyło

29 września 2026 roku podpisano w USA zarządzenie wykonawcze „Inaugurating the Era of Super Intelligence". Nakazuje ono władzy wykonawczej używanie określeń „Super Intelligence" i „SI" zamiast „Artificial Intelligence" i „AI" — w oficjalnej korespondencji, komunikacji publicznej, na stronach i w raportach, w zakresie dopuszczalnym przez prawo. Zmiana nazwy nie została uzależniona od nowego testu możliwości objętych nią systemów.

Stanowisko autora (hipoteza, nie pomiar)

Zdaniem autora taka nazwa będzie wpływać na oczekiwania części odbiorców: najpierw przedstawiamy system jako poznawczy autorytet, a potem oczekujemy, że użytkownik zachowa wobec niego niezależność. To stanowisko językowe, nie wynik eksperymentu — wielkość i kierunek tego wpływu w konkretnych warunkach trzeba dopiero zbadać. Słowo dostało awans; konkretna odpowiedź na ekranie nadal wymaga sprawdzenia na tych samych podstawach.

Spór o nazwę to także spór o granice: kto i jak ma je ustalać. Książka zestawia to z szerszym kontekstem regulacji po stronie Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych i Chin — bez upraszczania, że ktokolwiek „nie chce żadnych ograniczeń".

Fakty, nie anegdoty

Prawdziwe sprawy, sprawdzalne podstawy

Zamiast wymyślonych historii — publiczne dokumenty, którym można przyjrzeć się dokładniej niż w nagłówku. Ustalone fakty są oddzielone od komentarza autora.

Bilet, który obiecał chatbot

Chatbot przewoźnika podał pasażerowi błędną informację o taryfie. Kanadyjski trybunał uznał odpowiedzialność firmy za informacje podane na jej własnej stronie — niezależnie od tego, że „to tylko chatbot".

Moffatt v. Air Canada, 2024

Fikcyjne orzeczenia w sądzie

W głośnej sprawie wymyślone przez model orzeczenia trafiły do pisma procesowego i przed sąd federalny. Skończyło się sankcją dla prawników. Pytanie nie brzmi tylko „czy model halucynuje", lecz „co oddałem do sprawdzenia, a co podałem jako fakt".

Mata v. Avianca, 2023

„Robot prawnik" i obietnica kompetencji

Usługę reklamowano jako pierwszego na świecie robota prawnika. Amerykański regulator zakwestionował niepoparte dowodami twierdzenia o zastępowaniu profesjonalisty — sprawa zakończyła się ugodą i ograniczeniami w komunikacji.

FTC — DoNotPay, 2025

Oparte na źródłach, nie na wrażeniu

Na końcu książki znajdziesz dodatek praktyczny do wykorzystania przy najbliższej decyzji oraz 44 ponumerowane źródła — zarządzenia, orzeczenia, dokumenty regulatorów i publikacje naukowe. Fakty odsyłają do podstaw; interpretacje i proponowane sposoby pracy należą do autora.

Dla kogo

Dla ludzi, którzy podpisują się pod wynikiem

Piszę przede wszystkim do ludzi, którzy już używają AI w pracy: prowadzą firmę lub zespół, przygotowują analizy, oferty i teksty, podpisują się pod wynikiem.

Używasz AI do pisania, analiz albo podejmowania decyzji i chcesz wiedzieć, co właściwie zatwierdzasz.

Prowadzisz zespół lub firmę i odpowiadasz za to, co wychodzi pod Twoim nazwiskiem.

Wybierasz albo wdrażasz narzędzia AI i chcesz ocenić ich pracę, a nie tylko obietnicę dostawcy.

Nie musisz programować. To nie katalog aplikacji ani kurs techniczny — to pomoc w ocenie tego, co AI dla Ciebie wykonała.

Darmowy fragment

Prolog — Jeszcze tylko zapytam AI

Udostępniamy cały prolog i pierwszy rozdział — czytasz aż do początku rozdziału drugiego. Bez logowania i bez zapisu na listę.

Napisałem dwie książki, zanim zacząłem się zastanawiać, czy potrafię samodzielnie napisać maila.

Nie chodzi o to, że nagle zabrakło mi słów. Z tym akurat rzadko mam problem. Chodzi o chwilę po napisaniu. Czy to już? Czy brzmi dobrze? Czy nie powinienem czegoś poprawić? Kiedyś czytałem, skreślałem, czasem odkładałem tekst. W końcu uznawałem, że można go wysłać. Dziś zbyt łatwo przychodzi mi do głowy: jeszcze tylko zapytam AI.

No i pytam.

Potem poprawiam. Potem pytam, czy po poprawkach jest lepiej. Bywa, że pytam inny model, czy pierwszy miał rację. Mam też własnych agentów, więc możliwości konsultacji nie brakuje. Zorganizowałem sobie zaplecze, którego niejeden autor mógłby mi pozazdrościć. Tylko czasem tęsknię za człowiekiem, który po prostu kończył tekst. Tym człowiekiem byłem ja.

W jednym z artykułów napisałem: „Kiedyś miałem tekst. Dziś mam proces konsultacyjny". Brzmiało zabawnie. Mniej zabawne było to, że zdanie dość dobrze opisywało mój sposób pracy. Do cholery, miało być szybciej.

Nie mam nic przeciwko konsultacjom. Sam przez lata redagowałem cudze teksty. Wiem, ile daje ktoś, kto zauważy sprzeczność, niejasne zdanie albo wniosek, który autorowi wydał się oczywisty głównie dlatego, że był jego własnym wnioskiem. AI też potrafi w tym pomóc. Korzystam z tego i nie zamierzam udawać, że nie korzystam.

Zacząłem się jednak zastanawiać, czego właściwie szukam. Błędu? Lepszego sformułowania? Czy może potwierdzenia, że mogę już przestać szukać?

To ostatnie byłoby dość osobliwym zastosowaniem nowoczesnej technologii. Maszyna, dzięki której szybciej wykonuję pracę, miałaby mnie jeszcze upoważniać do uznania jej za wykonaną.

A jednak.

Swoją niepewność przy pisaniu opisałem już wcześniej. Promotorka kazała mi coś szybko napisać. U niej. Byłem po okresie intensywnej pracy z AI, w którym wszystko wydawało się iść sprawniej: więcej tekstów, więcej analiz, więcej pomysłów. Czułem, że mam do dyspozycji znacznie większe możliwości niż przedtem. A tu zwykłe zadanie i poczucie, że bez tego wsparcia nie jestem już tak pewny własnej ręki.

Ten moment nie dowodzi utraty umiejętności. Pokazał mi coś innego: wcześniej umiałem uznać własne zdanie za wystarczająco dobre, żeby je pokazać. Teraz chciałem, żeby ktoś, a właściwie coś, uznało je za dobre przede mną.

Dla polonisty to niezbyt budujące odkrycie.

Dla człowieka zajmującego się decyzjami też nie. A ja do tego jestem CAIO, czyli Chief Artificial Intelligence Officer. Tak, mam tę nazwę nawet we własnej roli zawodowej. Gdybym próbował usunąć ze swojego życia wszystkie sprzeczności, musiałbym zacząć od wizytówki.

Buduję narzędzia, korzystam z modeli, tworzę agentów. Przygotowałem Decision Integrity Index i HRAIS, w których zajmuję się jakością decyzji i ryzykami używania AI. Po czym sam siadam do komputera i jeszcze raz pytam, czy dobrze napisałem maila.

Piszę przede wszystkim do ludzi, którzy już używają AI w pracy: prowadzą firmę lub zespół, przygotowują analizy, oferty i teksty, podpisują się pod wynikiem. Chcą korzystać z nowych możliwości i nadal wiedzieć, dlaczego przyjmują konkretną odpowiedź. Ja też.

Od dawna uważam, że popełniliśmy duży błąd, nazywając tę technologię inteligencją. W listopadzie 2025 roku zatytułowałem jeden z artykułów: „Największy błąd w historii technologii? Nazwaliśmy to inteligencją". Miałem na myśli to, co ta nazwa robi z człowiekiem po drugiej stronie ekranu. Ze mną też.

Teraz doszło „super".

29 września 2026 roku Donald Trump podpisał zarządzenie wprowadzające nazwę „Super Intelligence" w określonej komunikacji federalnej władzy wykonawczej. To był bezpośredni impuls do tej książki. Skoro już „inteligencja" budziła moje zastrzeżenia, dopisanie „super" trudno było potraktować jako kosmetykę.

Jak mamy zachęcać ludzi do sprawdzania wyniku, jeżeli równocześnie przedstawiamy im system jako superinteligencję? Uważam, że taka nazwa będzie wpływać na ludzi. Zmieni oczekiwania przynajmniej części odbiorców. Wielkość i kierunek tego wpływu w konkretnych warunkach trzeba zbadać. Moje stanowisko językowe nie jest wynikiem takiego pomiaru.

Pracuję nad dwiema rozprawami doktorskimi. W SGH badam wpływ zapachów na decyzje w perspektywie ekonomii behawioralnej. Na Uniwersytecie Warszawskim zajmuję się tym, jak opisujemy bodźce zapachowe w polszczyźnie. Zapach i AI? Wiem, dość odległe światy. W obu wracam jednak do pytania, co wpływa na ocenę, zanim zdążymy ją sobie porządnie uzasadnić.

Opisuję własne doświadczenia i sięgam do publicznych dokumentów. Air Canada, amerykański sąd, wycofana aktualizacja ChatGPT. To zdarzenia, którym można przyjrzeć się dokładniej niż w nagłówku wiadomości. Ustalone fakty oddzielam od własnego komentarza, bo przekonująca historia nie powinna zastępować podstaw, na których ją opowiadam.

Chciałbym, żeby po lekturze zostały Ci konkretne umiejętności: znaleźć twierdzenie, od którego zależy decyzja; odróżnić jego sprawdzenie od kolejnego zapewnienia; zobaczyć własne założenie w pytaniu; ustalić warunki rzeczywistego nadzoru; zakończyć konsultację, kiedy dalsza nie wnosi już nic potrzebnego. Nie będziemy czekać z tym do ostatniego rozdziału.

Pożytek ma być widoczny przy następnej pracy. Książka nie musi sprawić, że będziesz pytać AI rzadziej. Chciałbym, żeby łatwiej było Ci rozpoznać, po co pytasz i co odpowiedź rzeczywiście zmieniła.

Zacznijmy od prezydenta. To on do znanego już słowa dopisał ambicję, którą później ktoś będzie musiał ocenić przy zwykłym biurku.

Rozdział 01

Prezydent nadaje awans

Panie Prezydencie, nie przekonuje mnie ten awans.

Przez lata próbowaliśmy nauczyć ludzi, że odpowiedź AI trzeba sprawdzać. Teraz amerykańska administracja ma przedstawiać tę samą ustawową kategorię technologii jako „Super Intelligence". Uważam, że dokładamy użytkownikowi kłopot właśnie w miejscu, w którym powinien mieć możliwie jasną sytuację.

Nie mam pretensji do maszyny, że potrafi zrobić coś lepiej ode mnie. Mam pretensję do języka, który proponuje ogólną przewagę, zanim ustalimy, o jakie zadanie chodzi. Między tymi sprawami jest dość miejsca na całą książkę.

Decyzja Donalda Trumpa z 29 września 2026 roku zebrała w jednym dokumencie problem, o którym pisałem już wcześniej. Ambicja technologiczna dostała nazwę, a nazwa trafiła do polecenia dla administracji. Nie jest już wyłącznie przymiotnikiem w prezentacji sprzedawcy.

Co właściwie zostało zmienione

Zarządzenie „Inaugurating the Era of Super Intelligence" nakazuje amerykańskiej władzy wykonawczej używanie określeń „Super Intelligence" i „SI" zamiast „Artificial Intelligence" i „AI", w największym zakresie dopuszczalnym przez prawo. Wskazuje między innymi oficjalną korespondencję, komunikację publiczną, strony internetowe, raporty i dokumenty polityki administracji.

Nie jest to zakaz używania słowa „AI" przez wszystkich mieszkańców USA. Dokument nie wymaga też przerabiania wcześniej wydanych regulacji, zarządzeń prezydenckich, umów, grantów ani dokumentów historycznych.

Na potrzeby wdrożenia zarządzenia nowa nazwa obejmuje dotychczasową ustawową kategorię AI, z wyjątkami wynikającymi z prawa. Na przedstawienie propozycji zmian legislacyjnych dotyczących definicji wyznaczono sześćdziesiąt dni.

To dla mnie najważniejsze: zmiany nazewnictwa nie uzależniono od nowego testu możliwości każdego objętego nią systemu.

Słowo dostało awans. Konkretna odpowiedź na ekranie nadal wymaga sprawdzenia na tych samych podstawach.

Przedrostek „super" podsuwa porównanie, którego zakres trzeba sobie dopowiedzieć. Skoro wcześniej mieliśmy inteligencję sztuczną, a teraz mamy superinteligencję, to co zostało przekroczone? Dotychczasowe możliwości programu? Możliwości specjalisty? Moje? Wszystkie naraz?

Nazwa tego nie rozpisuje. I właśnie dlatego potrafi być tak poręczna w komunikacji. Mieści obietnicę, której zakres odbiorca może uzupełnić sam.

Jako językoznawcę interesuje mnie to, co dzieje się między znaczeniem terminu w dokumencie a jego rozumieniem w zwykłej rozmowie. Urzędnik może posługiwać się definicją odsyłającą do ustawy. Człowiek czytający nagłówek nie musi mieć tej ustawy otwartej w drugim oknie. Dostaje słowo i własne skojarzenia. To nie są identyczne warunki odbioru.

W technicznym dokumencie można zastrzec zakres pojęcia. W codziennym użyciu zastrzeżenie często nie podróżuje razem z nazwą. Chciałbym, żebyśmy przynajmniej zauważyli tę możliwość, zanim zaczniemy tłumaczyć ludziom, że źle zrozumieli obietnicę, którą im wcześniej wyświetlaliśmy.

Moja obawa dotyczy dodatkowego ciężaru, jaki taki język może dołożyć do kontroli. Najpierw przedstawiamy system jako poznawczy autorytet. Potem oczekujemy, że użytkownik zachowa wobec niego niezależność.

W wypadku AI relację współtworzy sposób przedstawiania produktu. Jeśli sprzedawca obiecuje ponadludzki osąd, a instrukcja wymaga czujnego sprawdzania każdego ważnego wyniku, użytkownik ma do pogodzenia dwa różne komunikaty. Da się je pogodzić, ale potrzeba do tego informacji o zadaniu i ograniczeniach. Sam zachwyt nie wystarcza.

Lepszy w czym?

Kalkulator liczy szybciej ode mnie. W wielu obliczeniach ufam mu bardziej niż własnemu rachunkowi w pamięci. Nie czuję się przez to poniżony. Nie muszę codziennie bronić godności językoznawcy przez mnożenie dużych liczb na kartce.

Zakres przewagi jest przy tym dość czytelny. Kalkulator nie ustala, czy warto brać kredyt tylko dlatego, że umie obliczyć wysokość raty. Do decyzji potrzebuję jeszcze celu, dochodów, innych zobowiązań i stosunku do ryzyka. Poprawny rachunek może być bardzo ważną częścią wyboru. Nie jest całym wyborem.

Z rozbudowanymi systemami granice trudniej zobaczyć, bo jedno okno obsługuje wiele różnych próśb. Mogę poprosić o sumę, interpretację umowy, plan rozwoju firmy i poradę, jak rozmawiać z pracownikiem. Odpowiedzi mają podobną formę. Ich wiarygodność nie musi być podobna.

Dlatego zamiast pytać, czy system jest ogólnie ode mnie mądrzejszy, wolę dowiedzieć się, w jakich zadaniach został sprawdzony. Na jakich danych? W porównaniu z kim? Jak oceniano błąd? Czy warunki mojego użycia przypominają warunki testu?

Nie są to pytania wymierzone w rozwój AI. Przeciwnie, pozwalają rozpoznać osiągnięcie. Jeśli system dobrze wykonuje konkretną pracę, warto umieć powiedzieć, jaka to praca. Ogólna pochwała rozmywa zarówno sukces, jak i granice jego zastosowania.

Nie chciałbym odbierać technologii zasług. Chciałbym przestać udzielać jej kredytu na wszystkie następne zadania na podstawie jednego, które wykonała znakomicie.

Co chciałbym usłyszeć od prezydenta

Panie Prezydencie, rozumiem polityczny sens pokazywania ambicji. Państwa chcą wspierać naukę, firmy chcą budować produkty, ludzie chcą mieć poczucie, że uczestniczą w czymś ważnym. Nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że jedyną rozsądną postawą wobec nowych możliwości jest powściągliwe marszczenie brwi.

Chciałbym jednak wiedzieć, jak w tej opowieści ma wyglądać człowiek sprawdzający wynik. Czy jego zastrzeżenie jest oczekiwaną częścią pracy? Czy można wykazać błąd systemu bez konieczności dowodzenia, że jest się mądrzejszym od całej technologii? Czy osoba, której dotyczy decyzja, będzie mogła dowiedzieć się, dlaczego ją podjęto?

Nazwa nie odpowie na te pytania. Może za to sprawić, że zaczną brzmieć jak brak wiary w postęp.

Wolałbym komunikat zachęcający do korzystania z udokumentowanych możliwości. Można pokazać, gdzie narzędzie skraca pracę, gdzie pomaga specjalistom i gdzie jego zastosowanie jeszcze wymaga oceny. Można opowiadać o sukcesach bez sugerowania, że każdy wynik przychodzi od rozumu wyższej instancji.

Nie przedstawiam skutku wrześniowego zarządzenia jako już zmierzonego. Uważam jednak, że publiczne nadawanie technologii takiej rangi jest decyzją, którą trzeba uzasadnić także z perspektywy ludzi mających jej wyniki kontrolować.

To jest moja niezgoda. Dotyczyłaby podobnej decyzji niezależnie od nazwiska podpisanego pod dokumentem.

Nie mam w szufladzie jednego doskonałego słowa, które naprawi całą relację człowieka z maszyną. Gdybym ogłosił je na końcu tego rozdziału, zrobiłbym zapewne coś bardzo podobnego do tego, co krytykuję: przypisałbym nazwie moc większą, niż potrafię uzasadnić.

W codziennej pracy można zacząć skromniej. Powiedzieć, co system robi. Rozróżnić projekt odpowiedzi, prognozę, wyszukany dokument i wykonaną czynność. Nie ukrywać, że program może działać automatycznie, jeśli rzeczywiście dano mu takie uprawnienia. Nie sugerować zarazem, że płynna rozmowa oznacza osobistą odpowiedzialność rozmówcy.

Sam nadal używam skrótu AI. Jest w nazwie mojego biuletynu, w opisie pracy i w tej książce. Czytelnik nie powinien potrzebować nowego słownika tylko po to, żeby zrozumieć moją krytykę starego. Mogę korzystać z przyjętego terminu i jednocześnie pytać, jakie założenia niesie.

Gdy odpowiedź ma dobre podstawy, zwykłe „skąd to wiadomo?" nie odbierze jej wartości. Gdy podstaw brakuje, tytuł „super" ich nie dostarczy. Za chwilę zobaczymy to w historii, która zaczęła się od pytania o bilet lotniczy.

Koniec darmowego fragmentu

Przeczytałeś prolog i cały pierwszy rozdział. Dalszy ciąg — od rozdziału drugiego — znajdziesz w pełnej książce.

Fragment pochodzi z książki „Największy błąd. Nazwaliśmy to inteligencją".

Audiobook

Wolisz posłuchać? Włącz fragment

To ten sam fragment, który możesz przeczytać wyżej — rozdział pierwszy „Prezydent nadaje awans" w wersji audio. Posłuchaj, jak brzmi cała książka. Audiobook jest już dostępny w całości.

Rozdział 1 — Prezydent nadaje awans

Kup audiobook — 79 zł

Audiobook 79 zł — sprzedaż prowadzi Akademia Decyzji.

Autor

Stefan Podedworny

Stefan Podedworny — językoznawca, autor i praktyk biznesowy. Łączy doświadczenie pracy z technologią i zarządzania z badaniami nad językiem oraz warunkami podejmowania decyzji. Interesuje go moment, w którym cudza odpowiedź zaczyna zastępować własny osąd.

Prowadzi badania m.in. w SGH (wpływ bodźców na decyzje) oraz na Uniwersytecie Warszawskim (język opisu bodźców). W książce oddziela ustalone fakty od własnego komentarza.

Wybierz format

Trzy formaty, każdy sterowany osobno

E-book

Format EPUB

69 złDostępny

Audiobook

Premiera 2 października 2026

79 złDostępny

Wydanie drukowane

198 stron · 145 × 205 mm

89 złod 20 października 2026
od 20 października 2026

Produkcja Ridero.

FAQ

Najczęstsze pytania

E-book jest dostępny w formacie EPUB. Po zakupie otrzymujesz plik do pobrania zgodnie z informacją w sklepie.

Okładka książki Największy błąd — Stefan Podedworny

Największy błąd. Nazwaliśmy to inteligencją

Jak korzystać z AI i zachować własny osąd

69 złE-book · format EPUB